Umówiłyśmy się na spotkanie. Przyszłam z listą pytań i gotowością do analizy jej komunikacji, treści i strategii. Miało być sprawnie. I było – tyle że zupełnie inaczej, niż obie się spodziewałyśmy. Bo im dłużej rozmawiałyśmy, im głębiej zaglądałam, tym bardziej marketing okazywał się wierzchołkiem góry lodowej.
Kiedy słyszysz zdanie „tracisz pieniądze w biznesie”, co pierwsze przychodzi Ci do głowy? Założę się, że albo “mam za niskie ceny”, albo “mam za duże koszty”. I wiesz co? Sama przez jakiś czas patrzyłam na swój biznes przez te właśnie soczewki. Tymczasem prawdziwe dziury, przez które wypływają pieniądze, są zwykle tam, gdzie nikt nie zagląda. W procesach, które wyglądają na „działające”, więc nikt ich nie rusza. Więc po co je sprawdzać. Przecież mówi się, że “nie naprawiaj czegoś, co działa”.
Wyobraź sobie, że Twój biznes rośnie. Masz coraz więcej klientów, więcej projektów, więcej rzeczy do ogarnięcia – i coraz wyraźniej czujesz, że sama już nie dasz rady wszystkiego dopilnować. Zaczynasz szukać kogoś do pomocy i natrafiasz na dwa pojęcia: project manager i Online Business Manager. Brzmią podobnie, prawda? W końcu oboje „zarządzają”. Ale to trochę jak porównanie lekarza pierwszego kontaktu do specjalisty – oboje to lekarze, ale robią zupełnie co innego.
„Nie mam w tym momencie przestrzeni na tak dużą zmianę.” Usłyszałam to zdanie od klientki kilka dni po tym, jak przez kilka godzin nagrywałam szczegółowy audyt wideo, analizując każdy element jej obecności w sieci. Stronę główną, podstrony, sklep, profile na Instagramie, YouTube, bazę mailową, sekwencje automatyzacji. Wszystko, co tworzy komunikację marki w sieci. I wszystko, co decyduje o tym, czy ktoś kupuje, czy jednak nie.